Walentynki – czyli dlaczego wieszamy kłódki na mostach?

Dzisiaj walentynki! Święto zakochanych, najromantyczniejszy dzień w roku. Czas, kiedy to czerwone róże powinny sypać się koszami, a poczta (czy raczej komunikatory online) powinny cały dzień dostarczać gorące wyznania. Święto miłości, szczęścia i radości. Poszalałam, co nie? Dla mnie to po prostu czwartek, może nieco milszy i z kwiatami, jednak nadal czwartek, bo nigdy jakoś specjalnie i hucznie nie świętowałam walentynek. Mimo to stwierdziłam, że ta data będzie idealna do przytoczenia wam anegdotki związanej ze zwyczajami zakochanych. 

Pewnie każdy z was zwiedzając miasto, które w centrum przecina rzeka, odwiedził jakiś ciekawy most. A co na tym moście? Oczywiście tona kłódek w najróżniejszych kształtach i kolorach, a na każdej z nich obowiązkowo inicjały. Takich miejsc jest mnóstwo na całym świecie, także w Polsce. Najbardziej mi znane to te na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu i Poznaniu.  Zastanawiacie się, po co te zawieszki?

Dzisiaj tłumaczy się takie zachowania jako chęć przypieczętowania swojej miłość. Zakochani swoje gorące uczucia zamykają w kłódce, którą zawieszają na moście, a klucz wyrzucają. Tym samym zapewniają sobie uczucie trwające na zawsze. Historia nawet ładna, a czy wiecie skąd się wzięła?

Jak to często i przewrotnie bywa, zwyczaj ten nie miał znaczenia, które obecnie mu się przypisuje. A już na pewno nie był związany z miłością romantyczną. Choć całkowicie nie można mu odmówić powiązań z uczuciami. Już piszę konkretnie. Tradycja ta wywodzi się z oświecenia i zapoczątkowana była we Włoszech, a dokładnie jej kolebką jest Florencja.

Ówcześni uczniowie, chłopcy kończący swoją edukację na florenckiej uczelni wojskowej przy ulicy Costa San Giorgio (obecnie Kościół Świętych Girolamo i Francesco alla Costa) opuszczając mury swojej szkoły zawieszali na pobliskim moście kłódki na znak zakończenia edukacji. Kłódka była fizycznym śladem symbolicznego przejścia z życia uczelnianego w dorosłość. Bo przecież po drugiej jego stronie byli już absolwentami. Zwyczaj ten miał też być wyrazem szacunku do swojej uczelni i więzi, która łączyła uczniów z ich Alma Mater. Mostem najbliżej szkoły był Ponte Vecchio i to na nim uczniowie zostawiali kłódki ze swoimi inicjałami i datą zakończenia szkoły.

Most Ponte Vecchio, na którym uczniowie wieszali kłódki.

Ze zwyczajem wiążą się zatem uczucia, jednak były one bardziej patetyczne, niż romantyczne. Zwyczaj jednak pozostał, a po nim tony kłódek, które zostawiają już nie uczniowie (akademii kształcących wojskowych lekarzy już dawno nie ma), ale zakochane pary, narzeczeni i wielu turystów.

Chwila, chwila zastanawiacie się, gdzie na Ponte Vecchio można cokolwiek przypiąć, skoro główną cechą mostu jest jego zabudowa? Otóż na środku jest tylko zabudowa górna, bez pobocznych punktów handlowych. Zatem jest tam nie tylko bajkowa panorama na rzekę Arno, ale też możliwość przypięcia kłódki (teoretycznie). Jeśli jesteście miłośnikami tego typu przesądów i planujecie wycieczkę do Florencji uwiecznić suwenirem na moście lub już tam byliście i zostawiliście po sobie pamiątkę, to mam dla was smutną wiadomość.

Z racji, że most jest najstarszy w Europie (najstarszy kamienny) i jako jedyny przetrwał czasy II Wojny Światowej, to władze dbają o jego kondycję. Jednak smutną wiadomością nie jest fakt, że włoskie władze troszczą się o swoje zabytki, a to, w jaki sposób to robią. Regularnie z mostu wycinano kłódki, by uchronić konstrukcję od uszkodzenia. Jednak same czynności usuwania dodatkowych, metalowych ozdób zagrażały jej na tyle, że aktualnie na moście Ponte Vecchio jest zakaz zawieszania czegokolwiek. Niestety. Miłość zamknięta w kłódce miała trwać wiecznie, a nie dość, że została wycięta, to nawet próba jej uwiecznienia może skończyć się konsekwencjami prawnymi. A już na pewno finansowymi. Za wieszanie kłódek i innych pamiątek na Ponte Vechio grozi bowiem grzywna. I tyle z romantyzmu.

Osobiście nigdy kłódki na żadnym moście nie zawieszałam, może dlatego, że obok mojej uczelni nie było mostu. Jednak trochę smutne wyszło zakończenie tej anegdoty. Zatem, by tekstu, który miał być romantyczny i walentynkowy, nie kończyć nostalgicznie, to życzę wam cudownego dnia! Dużo miłości i życzliwości nie tylko dla wybranków serc, ale także dla wszystkich osób, które pojawiają się w waszym życiu każdego dnia!

P.s. Tak, tego typu święta jak mikołajki, walentynki zapisujemy mała literą. To nie błąd, a celowa, poprawna pisownia.

P.s 2 Jeśli oglądacie w domu telewizję, to zapewne już znaliście historię kłódek, bo niestety, ale pewien bank mnie ubiegł.  W swojej reklamie wykorzystał moją anegdotkę i pomysł na walentynkowy wpis! Historyjkę, którą wtłoczono mi do głowy jeszcze podczas studiów. Na szczęście popełnili mały błąd, bardziej niedopowiedzenie, więc mogłam się popisać!

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *