SIMONA. OPOWIEŚĆ O NIEZWYCZAJNYM ŻYCIU SIMONY KOSSAK. Anna Kamińska

Nie lubię biografii, zwłaszcza autobiografii. Trochę mnie nudzą, trochę irytują jednym punktem widzenia. Ale Anna Kamińska stworzyła książkę, którą po prostu trzeba przeczytać. SIMONA to biografia, która mnie zachwyciła. Reporterski zapis życia potomkini tak znanego rodu, jakim byli Kossakowie, mógłby być laurką dla znanego nazwiska. Na szczęście nie jest. To cudowny reportaż przedstawiający blaski i cienie Kossaków, ale i prawdziwe oblicze i charakter Simony. Po lekturze stwierdziłam, że uwielbiam obie – Simonę za jej niezwykłą postawę i życie, a Kamińską za cudowne pióro i reporterską duszę.

Kamińska przedstawia losy swojej bohaterki dzieląc je na życie krakowskie i białowieskie. Czytamy „Simona na temat krakowskiego życia stworzyła ładnie opowiedzianą bajeczkę. Natomiast z życia w puszczy wykreowała raj, który chętnie podchwytywali dziennikarze”. Jednak jej dzieciństwo nie było łatwe. Pochodziła z domu, gdzie etykieta i dobre maniery były na porządku dziennym. Przedwojenna kindersztuba zakazywała również zbytniego okazywania emocji, a już na pewno słabości. Być może dlatego najmłodsza Kossakówna wyrosła na „rusałkę admirała”, jak mówił o niej jej późniejszy partner. Nie bała się ciężkiej pracy, obowiązków czy walczenia o swe wartości. U Simony nie było słabości, uzewnętrzniania się czy kompromisów.

Krakowski dom rodzinny to jednak nie tylko wysokie wymagania dotyczące zachowania. Oczekiwania dotyczyły także sztuki. Miała przecież być wymarzonym synem, który przejmie malarską tradycję przodów. Od ojca przez dziada i pradziada – Jerzego, Wojciecha, Juliusza, Kossakowie byli związani z malarstwem batalistycznym. Obie córki przeszły test w pracowni Jerzego. Żadna nie zdała. Co więcej, Simona na tyle, że jako dziecko miała zakaz zbliżania się do warsztatu ojca. Mimo braku talentu malarskiego, z domu wyniosła coś ważniejszego, szacunek i miłość do zwierząt. I to one ukształtowały jej późniejsze życie.

Ich dom rodzinny – Kossakówka była nie tylko pełna zasad, ale i zabytków. Tak bogate wyposażenie i liczne antyki ściągały reżyserów, którzy wypożyczali stamtąd rekwizyty do filmów historycznych. Jednak rodzinie nie wiodło się dobrze. Lata świetności Juliusza Kossaka dawno minęły, a ludzie, mimo talentu Wojciecha, na ścianach wieszali makatki z jeleniami zamiast dzieł Kossaka. Córki Elżbiety znały smak biedy. Bywały święta, kiedy w bogato zdobionych wnętrzach nie było, co postawić na wigilijnym stole. Sytuacja była najgorsza po śmierci Jerzego.  Matka za nic nie chciała rozstać się ze sławą i statusem majątkowym. Wiele lat na próżno go utrzymywała chwytając się chałtur i dorywczych zajęć. Córki miały jej za złe, że dla pamiątek poświęciła ich życie.

Gdzie w tym wszystkim Simona? Z biografii Kamińskiej wyłania nam się postać zarówno delikatna, jak i żelazna. W młodości nie lubiła imprez, nie miała romansów, była trochę na uboczu, jednak wśród swoich była odważniejsza, wesoła, rozmowna. Miała koleżanki, organizowała nawet przyjęcia w Kossakówce. Jej hart ducha ujawnił się wraz z późniejszym wiekiem. Stawała się podobna do matki, Elżbiety.

Córki Jerzego nie miały z matką łatwych relacji. Elżbieta szaleńczo zakochana w mężu bardzo chciała, by mieli syna. Podobno do późnej starości nie zaakceptowała swoich córek. Nie miała tez instynktu, a sztywne wychowanie, którego doświadczyła i które sama przekazywała córkom, nie przewidywało czułości czy matczynej miłości. Ostatecznie kością niezgody (w i tak trudnej relacji Simony z matką) był mężczyzna. Lech był dla Simony wszystkim. To wokół niego toczyło się jej życie, a nie wokół matki. I Elżbieta tego nie mogła znieść. Despotyczna starsza kobieta, w dodatku schorowana, wymaga od córki całkowitego posłuszeństwa. Podobno doszło do ostrej sprzeczki tuż przed śmiercią matki. Elżbieta ostentacyjnie opuściła Dziedzinkę (dom Simony w środku Puszczy Białowieskiej), wydziedziczyła córkę i zmarła w samotności w Krakowie.

Bardzo podoba mi się u Kamińskiej, jak z historyczną dokładnością przytacza fakty oraz rysuje postacie, które istniały w życiu Simony. Dzięki temu czytelnik nie bazuje na pustych frazesach typu: Simona to hipiska, dzikuska, odmieniec, a z psychologiczną dokładnością, poprzez wiele przykładów i anegdot, poznaje jej świat.

O Simonie wypowiadają się nie tylko przyjaciele i nie tylko pozytywnie: „Ludzie często o niej mówili, że to był kawał cholery, ale podobno tylko Ci, którzy jej nie znali”. Jej niepohamowany zapał do pracy, odwaga i brak użalania się nad sobą był dla ludzi szokujący. Znając jednak jej wychowanie i dom, czytelnik bardziej rozumie jej zachowanie. Niestety w Białowieży nie rozumiano jej. Także w kwestii walki o poglądy i ideały. Często pisała pisma, spierała się z urzędnikami i instytucjami. Potrafiła stawiać opór, gdy się z czymś nie zgadzała. Nieważne, czy kogoś znała, czy nie. Stawiała przyjaźnie niżej niż to, w co wierzyła, dlatego przyjaciół nie miała. Ludzie ją opuszczali, jednak zwierzęta zawsze były blisko niej. W takich zachowaniach i dyskusjach była znowu podobna do despotycznej matki.

Wyjazd do Białowieży, na Syberię, jak mawiała matka Simony, był dość przypadkowy. Simona planowała robić doktorat w górach. Jednak z braku miejsc przyjechała do Puszczy. No i została. Długo nie mogła znaleźć idealnego domu. Męczyło ją mieszkanie w przyzakładowych „akademikach”, dlatego szukała czegoś innego. Dziedzinę pokochała od pierwszego wejrzenia. Była to rozpadająca się leśniczówka w środku puszczy. W dodatku bez bieżącej wody i prądu. Zdecydowała się zamieszkać tam od razu. Urządzała ją ze smakiem, pamiątkami z Kossakówki i obrazami rodzinnymi. Było to miejsce niezwykłe. Pełne zwierząt, które często wchodziły jej na głowę (dosłownie i w przenośni), oraz pełne ciekawych osób. Nie był to dom otwarty. Potrafiła witać turystów z wiatrówką od progu, jednak, gdy kogoś lubiła, to zapraszała go na niezwykłe muzykowanie, spotkania. Dla gości Dziedzinki były to zawsze niesamowite wizyty.

W białowieskiej części historii Simony poznajemy jej hart ducha i wewnętrzną siłę, miłość do przyrody i zwierząt oraz zaangażowanie w pracę naukową. Nie miały dla niej znaczenia warunki pogodowe, zmęczenie. Przemierzała puszczę, by dotrzeć do pracy. Po czym od razu siadała i zabierała się za kolejne zadania. Nie bała się obowiązków.

Książka jest dosłownie naszpikowana cytatami i anegdotami o bohaterce. Moje ulubione to o strzelaniu do turystów przed bramą i nocowaniu znajomej na sianie. Jednak co najważniejsze, fabuła na tym nie traci. Czyta się ją znakomicie.

Kamińska urzeka mnie sposobem przedstawiania świata swoich bohaterów. Dosłownie można urządzić wyprawę śladami Simony Kossak i odwiedzić wszystkie miejsca opisywane przez autorkę. Przeczytałam jej książkę dwa razy. Pierwszy dla fabuły, drugi dla szczegółów. Jest to trochę przewodnik po Kossakach w Krakowie i po życiu Simony w Białowieży. Wypisałam sobie listę książek, które poleca Simona i miejsc w puszczy, które muszę koniecznie odwiedzić. „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”, to książka cudowna. Zachwyci wielu ze względu na swoją wielopoziomowość. Polecam ją serdecznie. Tymczasem ja już planuję zobaczyć Dziedzinkę, a w Krakowie odszukać Kossakówkę.

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *