DUBAI SAFARI – RAJD PO PUSTYNII

Będąc w Dubaju koniecznie polecam dubajską wersję safari. Tuż przy granicy z Omanem są przepiękne pustynne tereny, które wyglądają niesamowicie, zwłaszcza po zachodzie słońca. Chociażby dla nich warto przeżyć terenowe turbulencje.

By dostać się na pustynię najlepiej wynająć auto w biurze podróży. Nie jest to jednak zwykła wypożyczalnia samochodów. To raczej całodzienna wycieczka, a samochód wypożyczany jest wraz z kierowcą. W centrum miasta jest mnóstwo agencji turystycznych, które oferują tego typu wycieczki autami 4×4. To świetna rozrywka, której cena we wszystkich punktach jest zbliżona.

Najpierw trzeba wyjechać poza miasto. To ok 1,5 godziny trasy. Nie jest to jednak nudna droga. Dzięki niej można zobaczyć, na czym powstało to miasto. To jedna wielka pustynia, której obrzeża są ogromnym placem budowy.

Niestety takie safari to rodzaj zorganizowanej wycieczki, więc pierwszy przystanek, to baza turystyczna, gdzie zatrzymują się wszystkie auta. Można tam obejrzeć i kupić lokalne produkty: tekstylia, chusty, arafatki. Skorzystać z pustynnego barku czy zobaczyć i pewnie też przejechać się na wielbłądach. Były tam też umiłowane przez Emiratczyków sokoły. Ich widok nie był dla mnie przyjemny, gdyż są na łańcuchach przyczepione do rękawa pana, mają skórzane klapki na oczach i nie wyglądają dobrze. Dla chętnych były również wyścigi quadami.

Niestety był to obowiązkowy punkt wycieczki, więc przeczekaliśmy go i można było ruszyć na safari. Jeśli wyobrażacie sobie, jak nie ukrywam ja, że to po prostu przejażdżka po fajnej okolicy, to się grubo mylicie. Kierowca był naprawdę crazy i była to prawdziwa walka o przetrwanie, a dodam, że nie mam choroby lokomocyjnej. Jednak piruety, które robił kierowca, nagłe zjazdy,  zawracanie przyprawiało o zawrót głowy. Krzyczeliśmy w aucie wszyscy, a on się z nas śmiał i tylko miło uprzedzał, kiedy mamy się łapać zamontowanych wewnątrz uchwytów.

Obowiązkowym punktem wyprawy jest przystanek na środku pustyni i oczekiwanie na zachód słońca. Nie ukrywam, że była to najlepsza część dnia. Wbrew pozorom nie było dużo ludzi. Widoki powalały.

Żadne zdjęcie nie ma filtra, to po prostu zachodzące słońce z każdą chwilą zmieniało kolor piasku. Super dzień. Nie był to jednak koniec zaplanowanych dla nas wrażeń. Możecie się domyślać, że nie byłam tym zachwycona hehe, ale nie było tak źle. Po safari kierowca zawiózł nas do pustynnej wioski, gdzie była przerwa na jedzenie i kilka atrakcji. Malowanie henną, pokaz tańca brzucha, znowu wielbłądy. Zakończenie już dość turystyczne, ale cały dzień jest rewelacyjnym oderwaniem się od centrum miasta. Gorąco polecam.

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *