MIEDZIANKA. HISTORIA ZNIKANIA. Filip Springer

Uwielbiam książki, w których słowa są tak lekkie i tak dobrane, że czyta się je dosłownie płynąc. Zwłaszcza, gdy jednocześnie wiadomo, ile pracy w napisanie tekstu włożył autor, by wyłuskać esencję, którą widzi czytelnik. Mistrzynią tego typu tekstów jest Justyna Kopińska, którą wielbię. Dzisiaj jednak o innym tekście. Przedstawiam wam reportaż Filipa Springera „Miedzianka. Historia znikania”.

Filip Springer podjął się zadania niełatwego. Odtworzył historię miasteczka, którego już nie ma. I to historię nie tylko ostatnich jego lat, a także samych początków. Jest to pewnego rodzaju skrót, który mógłby być spisem treści encyklopedii. Poznajemy kilkaset lat historii w pigułce. I to bardzo dobrej. Niełatwym wyczynem musiało być zamknięcie losów Miedzianki w niecałych 300 stronach.

Kupferberg to niemiecka nazwa nieistniejącego już miasteczka z dzisiejszych terenów dolnego śląska, okolic Jeleniej Góry. Miasto jak każde inne. Z jedyną różnicą – podobno miało wyjątkowego pecha. Autor przytacza historię, zgodnie z którą, to bratobójcze przelanie krwi ściągało na miasto i jego mieszkańców nieszczęścia. Memento słowo wyryte na jednym z dwóch kamiennych krzyży miało upamiętniać tamte wydarzenia.

I właśnie w ten sposób, poprzez pojedyncze wydarzenia i historie konkretnych osób autor przedstawia losy miasteczka. Losy, które można podzielić na niemieckie i polskie. I tak poznajemy browarnika Georga Franzkiego (i jego syna Ewalda), aptekarza Kurta Haenischa, kupca Reimanna, Preusta mającego kuźnię i wielu innych Niemców, dla których Kupferberg był po prostu domem.

Rok 1945 i odzyskanie ziem utraconych spowodowało, że bohaterowie dom ten stracili bezpowrotnie. Ich miejsce zajęli repatrianci ze Wschodu – Polacy, którzy w popłochu i dość przypadkowo zajmowali opuszczone, niemieckie domy. Historia znana w literaturze, niczym w „Hanemannie” Chwina. Przedmioty w rękach nowych właścicieli nie zawsze należycie szanowane i doceniane stały się świadkami narodzin Miedzianki.

Zmieniono nie tylko nazwę górniczej wioski, ale też wszystkich okolicznych miast. W tym samym czasie rozpoczęło się masowe wydobywanie uranu w Miedziance. Górnicy z całego kraju oraz głównie ze wschodu zjeżdżali się tam w poszukiwaniu dobrze płatnej pracy, którą oferowali Rosjanie. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że wielu z robotników przypłaci to życiem.

Jednocześnie miasteczko cały czas popadało w ruinę. Zachłanne plądrowanie podziemi miasta przyczyniło się także do ogromnych zniszczeń na powierzchni. Mimo iż Miedzianka nie ucierpiała zbytnio podczas wojny, to jej ulice wyglądały jak pobojowisko. Zwalały się domu, ulice, pękały ściany i wypadały okna. Jednak nikt nie widział powagi sytuacji. Gdy jakiś dom nie nadawał się do użytku, po prostu przenoszono rodzinę do kolejnego, poniemieckiego budynku. Zarobki były duże i nikt nie narzekał. Można było spokojnie żyć. W końcu od 1948 roku była to największa kopalnia uranu na Wschodzie. Zanikanie jednak postępowało.

Poza dobrobytem płynącym z podziemnych korytarzy, górnicy ściągający z całego kraju do Miedzianki mieli też wiele problemów. Ciągle inwigilacje, znikanie pracowników i pobicia przez radzieckich strażników kopalni, nie były jedynymi zmartwieniami górniczych rodzin. Stopniowo zaczęły się pojawiać coraz częstsze przypadki chorób płuc, dróg oddechowych i mocnego kaszlu. Niewykształceni robotnicy nie wiedzieli wtedy, że to skutki wydobycia radioaktywnego surowca. W dodatku gołymi rękami, bez odpowiedniego sprzętu i zabezpieczeń.

Dla czytelnika jest oczywiste, że nie są to spokojne lata Miedzianki. Widzi już kolejną zbliżającą się katastrofę. W latach 70-tych została ona publicznie nazwana – miasto nadaje się do likwidacji. W tym czasie już część rodzin została przeniesiona na nowopowstałe, jeleniogórskie Zabobrze. I tym samym powoli dokonuje się kres kolejnego etapu miasteczka.

Historia znikania to także historia przenikania. Mieszania się kultur i wydobywania śladów przeszłości z pozoru nic nieznaczących przedmiotów. Odkrywania śladów upływającego czasu w najmniejszych przedmiotach, pozostałościach. Szukania tego, czym drobiazg znaleziony w prywatnym archiwum był wcześniej lub, co symbolizuje tabliczka na drzewie, które aktualnie znajduje się pośrodku niczego. To wszystko bez oceniania, komentowania. Tylko czyste i proste informacje, które pozostawiają czytelnikowi miejsce na ocenę.

To lekcja historii podana w bardzo apetyczny sposób i w pełni zasłużona literacka nagroda NIKE z 2012 roku. Majstersztyk.

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *