ZANZIBAR – egzotyka sprzed lat

Zanzibar

Zanzibar odwiedziłam wiele lat temu i chociaż nie była to wyprawa w poszukiwaniu pięknych plaż i turkusowej wody, to było cudownie. W 2012 roku przez trzy miesiące mieszkałam w Tanzanii. Byłam tam na wolontariacie, gdzie pomagałam w domu dziecka i uczyłam angielskiego. Na koniec chciałam zobaczyć wyspę. Jak ja się na to uparłam! Wtedy to nie był tak modny kierunek jak dzisiaj. Raczej było to coś bardzo egzotycznego i mało dostępnego. W dodatku w tamtych latach lokalne promy miały bardzo złą renomę. W 2011, czyli rok przed moją wizytą, jeden z promów zatonął, a to dodatkowo przysłużyło się ich złej opinii. Mimo wszystko udało mi się – popłynęłam i byłam zachwycona.

By dostać się na łódź, trzeba na nią dopłynąć.
By dostać się na łódź, trzeba na nią dopłynąć.
Dar es Salam, dawna stolica Tanzanii (aktualnie jest nią Dodoma), 2012 r.
Dar es Salam, dawna stolica Tanzanii (aktualnie jest nią Dodoma), 2012 r.
Rybacy zbierający sieci wczesnym rankiem, 2012 r.
Rybacy zbierający sieci wczesnym rankiem, 2012 r.
Łódź - jedno słowo, tyle znaczeń.
Łódź – jedno słowo ,tyle znaczeń.
HIstoria sułtanatu

Zanzibar jest największą wyspą archipelagu, w którego skład wchodzi również Pemba i Mafia. Wyspa jest miksem kulturowo-religijnym ze względu na kolonizatorów i protektoraty. Pierwszymi jej mieszkańcami byli Afrykanie ze stałego lądu. Szybko to się jednak zmieniło, bo wyspa uległa kolonizacji Arabów i Persów. Lata rządów Arabskich zostały przerwane pod koniec XVI wieku przez Portugalczyków, którzy władali Zanzibarem aż do XVIII wieku. Po nich władzę przejęli sułtani omańscy. I to pod ich panowaniem (sułtanatem) wyspa rozwinęła się najbardziej, głównie za czasów sułtana Sayida Saida. Zanzibar stał się wtedy oficjalną stolicą Omanu (w 1840 r.). Rozwijał się handel (w tym niewolnikami) oraz na ziemie przybyli Hindusi zapraszani przez sułtana w celach handlowych. Po śmierci władcy w 1856 roku Zanzibar i Oman podzieliły się na osobne księstwa, a władzę na Zanzibarze przejął syn nieżyjącego sułtana – Majid ibn-Said.

Mahakama Kuu - dawny budynek Sądu Najwyższego, Zanzibar 2012 r.
Mahakama Kuu – dawny budynek Sądu Najwyższego, Zanzibar 2012 r.

Historia współczesna

Sułtanat trwał na wyspie jeszcze długo, nawet za czasów angielskiego protektoratu. Zanzibar uzyskał niepodległość dopiero w 1963 roku. Wtedy większość ludności stanowili Afrykanie licząc 230 tys., Arabowie 50 tys., 20 tys Azjaci. Gospodarkę, handel i politykę (utworzono partie wg. pochodzenia etnicznego, czyli były 3) zdominowali Arabowie i Azjaci, mimo że stanowili mniejszość na wyspie. Spowodowało to bunt, który w styczniu 1964 roku doprowadził do rewolucji i obalenia sułtana. Kilka miesięcy później Zanzibar związał się z Tanganiką tworząc Zjednoczoną Republikę Tanzanii i jest tak do dziś. Mimo silnych ruchów niepodległościowych i narzekań na nieznaczną rolę prezydenta Zanzibaru.

Brama Miasta, a po lewej portugalski fort, Zanzibar 2012 r.
Brama Miasta, a po lewej portugalski fort, Zanzibar 2012 r.
Port tuż przed wschodem słońca, 2012 r.
Port tuż przed wschodem słońca, 2012 r.
Kamienny (portugalski) fort, a za nim Dom Cudów.
Kamienny (portugalski) fort, a za nim Dom Cudów.

Miks kulturowo-religijny

Z powodu zawiłości historycznych zróżnicowanie Zanzibaru tworzy niezwykły klimat wyspy. I jest widoczne już na pierwszy rzut oka, np. w strojach mieszkańców i zabudowie miasta. Są tam kobiety ubrane w burki z przysłoniętymi twarzami, a tuż obok nich afrykańskie kobiety w turbanach, ubrane w tradycyjne materiały, chusty lub w ubrania z nich uszyte. Wśród kobiecych strojów pojawiały się także burki, ale całe uszyte z kangi. Z kolei wśród męskiej garderoby widać białe tuniki będące znakiem wpływów arabskich. Ten miks kolorów i kultur był cudowny. Na ulicy słychać meczet, obok jest kościół katolicki, a uliczki wyglądają jak śródziemnomorskie stare miasteczka skrzyżowane z marokańskimi targami. Również w handlu widać to zróżnicowanie. Można kupić afrykańskie materiały, meble, przyprawy, pierścionki z prawdziwym tanzanitem (fioletowy kamień szlachetny, który wydobywa się tylko tam – odkryty przez Tiffaniego z NY), ale także hinduskie chusty z dzwonkami i inne bibeloty niczym z india shopu.

Stone Town – Kamienne Miasto

Wracając jednak do wyspy, to skupię się na jej stolicy, która ma tę samą nazwę – Zanzibar. Jest to region, w którym dosłownie bije po oczach kolonializm i wpływy arabskie. Najstarsza jego część – Stone Town, czyli Kamienne Miasto jest na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Swoją nazwę wzięło od wykorzystywanego tam budulca – skały, dokładniej wapienia, a nie tak jak na stałym lądzie i wcześniej na wyspie- gliny, z której robiono lepianki i domy. Jest tam także kamienny fort i amfiteatr (zbudowany przez Portugalczyków, ulepszony przez Arabów). Samo centrum to labirynt wąskich uliczek z widocznymi sieciami elektrycznymi, które tworzą plątaninę kabli wiszących nad drogami (jak to zwykle bywa w ciepłych krajach). Poza główną ulica pełną suwenirów i sklepów, na pozostałych uliczkach toczy się normalne życie (przynajmniej toczyło blisko 10 lat temu).

Sułtański Pałac, Beit al-Sahel, aktualnie muzeum, 2012 r.
Sułtański Pałac, Beit al-Sahel, aktualnie muzeum, 2012 r.
Architektura – Drzwi na Zanzibarze

Przechadzając się po Kamiennym Mieście warto zwrócić uwagę na drzwi. Bardzo charakterystyczne, drewniane, potężne, wręcz kontrastujące z wąskimi uliczkami i wapiennymi budynkami. Drzwi często są okute i bardzo zdobne, z ogromnymi, wystającymi kolcami i prostym lub zaokrąglonym nadprożem. Miały chronić przed słoniami, które atakowałyby domostwa. Skąd słonie na Zanzibarze spytacie? O ile w Tanzanii można je spotkać, to na Zanzibarze ich nie ma. Otóż drzwi są elementem wpływu kultury hinduskiej i są charakterystyczne dla tamtejszej architektury i dla ochrony przed tamtejszymi słoniami.

Nadgryzione zębem czasu

Cieżko także nie zauważyć, że budynki z centrum miasteczka są mocno zniszczone. Nie sprzyja im klimat, przez co często na białym czy beżowym kolorze można zobaczyć czarne plamy od wilgoci. Zdecydowanie nie są to klasyczne, urokliwe uliczki, jakie możecie sobie wyobrażać znając europejskie miasto. Jest tam miks, często brzydkiego z ładnym, brudnego z czystym. Niestety taka jest prawda. Całe miasto nie jest tak piękne, jak turkusowo-złote plaże Zanzibaru. Dużym problemem są tam śmieci, dosłownie walające się po ulicach. Zwłaszcza poza turystycznymi szlakami. Są też piękne budynki, jak dawny szpital widziany od razu po wyjściu z promu – Ola Dispensary, w którym aktualnie jest sklep z bibelotami i biura. Wyróżniał się przepięknym turkusowo-zielonym kolorem elewacji i balkonów. Te ostatnie, drewniane z przepięknymi, niczym koronkowymi zdobieniami zobaczycie także na Domie Cudów.

Dom Cudów, House of Wonders (Beit-el-Ajaib), 2012 r.
Dom Cudów, House of Wonders (Beit-el-Ajaib), 2012 r.
Od prawej: kamienny fort, Dom Cudów (z wieżą zegarową), Pałac Sułtana, 2012 r.
Od prawej: kamienny fort, Dom Cudów (z wieżą zegarową), Pałac Sułtana (z pomarańczowym dachem), 2012 r.
Koronkowe zdobienia i zabytki

Pałac Sułtana (Bait Al-Sahel) to muzeum udostępniane zwiedzającym. Dość specyficzne, jak większość tego typu obiektów w regionie. Pokoje są wyposażone w sprzęty używane przez sułtanów (głownie meble, lampy, dywany). Na ścianach przedstawione są ich portrety, jednak całość nie była powalająca. Chociaż muszę przyznać, że w porównaniu do innych obiektów (np. sąsiedniego Domu Cudów), to i tak wygrywał. Wspomniany House of Wonders – Dom Cudów sławę uzyskał dzięki elektryczności i zamontowanym windom. Jako muzeum był natomiast miejscem przedziwnym. Na środku pustego holu (otoczonego pięknymi drewnianymi schodami) stał ogromny statek. Były też wystawki z replikami afrykańskich lepianek i instrumentami muzycznymi. Wszystko bez jakiegokolwiek komentarza czy informacji. Obok tego wszystkiego stało zaparkowane turkusowe auto. Trzeba jednak przyznać, że słabe wnętrze rekompensował taras Domu Cudów z widokiem na ogród i Ocean Indyjski. To był prawdziwy cud.

Widok z Domu Cudów na Ocean Indyjski.
Widok z Domu Cudów na Ocean Indyjski.
Po lewej kamienny fort i brama miejska, po prawej zieleń to Ogrody Forodhani, w których nocą są restauracje, Kamienne Miasto, 2012. r.
Po lewej kamienny fort i brama miejska, po prawej zieleń to Ogrody Forodhani, w których nocą są restauracje, Kamienne Miasto, 2012. r.
Moim zdaniem Dom Cudów powinien się tak nazywać dzięki widokom jakie ma z tarasów, bajowe.
Moim zdaniem Dom Cudów powinien się tak nazywać dzięki widokom jakie ma z tarasów, bajowe.
Dom Cudów, tarasy widokowe, 2012 r. Aktualnie obiekt jest zamknięty i nie udostępnia się go zwiedzającym.
Dom Cudów, tarasy widokowe, 2012 r. Aktualnie obiekt jest zamknięty i nie udostępnia się go zwiedzającym.
Amfiteatr wewnątrz portugalskiego fortu widziany z Domu Cudów.
Amfiteatr wewnątrz portugalskiego fortu widziany z Domu Cudów.
Old Dispensary - dawny szpital.
Old Dispensary – dawny szpital.
Ogrody Forodhani i nocne jedzenie

Kolejną atrakcją turystyczną są ogrody Forodhani naprzeciwko Starego Fortu i House of Wonders (Beit el-Ajaib – Dom Cudów). Warto odwiedzić je zwłaszcza po zmroku, bo miejsce to przemienia się w targ owoców morza i restaurację na świeżym powietrzu. To właśnie tam po raz pierwszy jadłam ośmiornicę, rekina i inne tego typu przysmaki, jednak nie była to moja ulubiona kuchnia. Chociaż muszę przyznać, że dania były dobrze zrobione i świetnej jakości.

Egzotyczne śluby

Na Zanzibarze nie mogło zabraknąć chociaż chwili spędzonej nad turkusową wodą. W mieście nie ma plaży, jest port, dlatego pojechałam jakieś pół godziny lokalnym dala-dala na plażę Mtoni Marini, którą polecił nam ktoś z hostelu. Faktycznie było tam pięknie, ale dojazd tam zdecydowanie nie był idylliczny. Ja zawsze tak mam, że nie umiem tylko dostrzec pięknego wycinaka danego miejsca. Dlatego, gdy leżeliśmy sobie na plaży, a jakiś chłopak zrywał kokosy z palmy obok (ogromnej, nie takiej niskiej), po czym zjechał z niej jak gdyby nigdy nic, było niby idealnie. Nie mogłam jednak zapomnieć o całym syfie, który widzieliśmy za betonowym płotem i żelazną bramą plaży. Długo jednak nie rozmyślałam, bo po chwili wyproszono nas z plaży. Miał się tam odbyć cudowny,  romantyczny ślub. Mówię to trochę z ironią, bo nie zawsze jest tak romantycznie, jak na zdjęciach. Ale cieszę się, że tam byliśmy, bo dzięki wycieczce udało się zwiedzić muzeum, meczet na wodzie i nabrać perspektywy, że nie wszystko jest jak wyjęty z całości idylliczne kadry (ale o tym wiedziałam już wcześniej).

Peace Memorial Muzeum - Muzeum Narodowe. Niedaleko Muzeum Historii Naturalnej z najdziwniejszymi eksponatami jakie widziałam. Martwe ptaki w gablotach lub w formalnie. Przedziwne. Zanzibar 2012 r.
Peace Memorial Muzeum – Muzeum Narodowe. Niedaleko Muzeum Historii Naturalnej z najdziwniejszymi eksponatami jakie widziałam. Martwe ptaki w gablotach lub w formalnie. Przedziwne. Zanzibar 2012 r.

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *