WOODSTOCK równa się wakacje

Nie wszyscy wiedzą, że lubię klimat letnich festiwali muzycznych. Od lat bywam na różnych, ale tylko Woodstock odwiedziłam aż 9 razy! O Woodstocku, obecnie Pol’and’Rock słyszał chyba każdy. Mnóstwo jest zarówno zwolenników oraz przeciwników. Jak jest na tego typu imprezach? Czy to zło wcielone i sam brud? Czy może mnóstwo koncertów i pękający w szwach line-up? Nic nie jest jednoznaczne. Zobaczcie sami, a ja postaram się wyjaśnić, dlaczego lubię tam wracać. W końcu na ASP Justyna Kopińska mówiła, że trzeba być, widzieć, słyszeć, by móc przeciwstawiać się ogólnym opiniom. Zatem ja byłam i postaram się, co nieco wam przekazać.

KONCERTY, KONCERTY i jeszcze raz koncerty

Już wczesną wiosną przeglądałam propozycje wakacyjnych festiwali i gdy natrafiłam na woodstockowy line-up wiedziałam, że będzie to wyjątkowa edycja. Nie wiem czy to za sprawą 25-lecia, czy przypadku, ale tegoroczny rozkład jazdy był jak stworzony dla mnie. Na sobotnie koncerty czekałam najbardziej: Chylińska, Skin ze Skunk Anansie, KULT i jeszcze na koniec pozytywne świry, czyli Chrystal Fighters to maraton, który zaplanowałam już pół roku wcześniej. W międzyczasie złamałam nogę, więc moje taneczne harce stały pod wielkim znakiem zapytania, na szczęście się udało. Wiadomo bez szaleństw pod sceną, ale pląsy były, a przede wszystkim klimat czatowania pod sceną jak sprzed 10 lat. I nie zrozumie tego nikt, kto nie jeździ na koncerty na żywo. I nie mówię tutaj o biletowanych koncertach w klubach czy na salach z krzesełkami, na tych też bywam i lubię. Jednak festiwale to zupełnie inna przygoda.

FESTIWALE MUZYCZNE

Festiwale są trochę jak wyprawy podróżnicze. Ja lubię się przygotować, przejrzeć kto gra i zabrać wszystko, co ułatwi mi życie. Trochę wiedzieć, ale też zostawić miejsce na spontaniczne decyzje. Co jest najfajniejsze na festiwalach? Muzyczne show. I gwiazdy, które potrafią to zrobić. Kocham zespoły i wokalistów, którzy mają kontakt z publicznością! To dla nich warto stać godzinami pod sceną i czatować na ich występ. Jest w mojej głowie wiele koncertów, których nigdy nie zapomnę. Guano Apes sprzed (omg!) 10 lat totalny czad! Ta dziewczyna rozwaliła system, a ich występ w strugach deszczu był niezapomniany. Było też zupełnie odwrotnie. Zespoły, na które liczyłam, bardzo mnie zawiodły. Moim największym rozczarowaniem był koncert Kings of Leon. Równie dobrze mogłabym sobie puścić płytę, bo różnicy nie było żadnej. Podsumowując: musi się dziać.

ASP – AKADEMIA SZTUK PRZEPIĘKNYCH

A dzieje się nie tylko na koncertach. W tym roku obiecałam sobie, że dotrę na ASP (Akademia Sztuk Przepięknych). Co roku są tam spotkania z niesamowitymi ludźmi, jednak często ze względu na poranne godziny nie docierałam na nie. Jak tylko dowiedziałam się, że w tym roku Pol’and’Rock odwiedzi Justyna Kopińska, to nie mogłam tego odpuścić! Kopińska to dziennikarka, którą wielbię, która pisze tak, że aż mam ciary i pisze na tematy ważne (Polska odwraca oczy, Czy bóg wybaczy siostrze Bernadetcie, Z nienawiści do kobiet). Z listą pytań w głowie, mocnym postanowieniem pobudki i determinacją udało się dotrzeć na spotkanie! I było niesamowicie! Najpierw Filip Springer (pisałam wam o jego książce Miedzianka) i Mariusz Szczygieł opowiadali o pracy dziennikarza reportera, a późnej Justyna Kopińska i sędzia Igor Tuleja debatowali o polskim wymiarze sprawiedliwości. Kto nigdy nie był na ASP, koniecznie musi odwiedzić ten namiot. Tamtejszy klimat jest nieporównywalny do żadnych innych spotkań autorskich. No i oczywiście pojawiła się też Kasia Nosowska, która przez dziesiątki lat mnie irytowała, a po swojej szokującej transformacji przekonała mnie do siebie. Jestem jej ogromną fanką, a spotkanie z nią było miłym rozluźnieniem, po wcześniejszych trudnych tematach. Te spotkania pokazują jak ważny jest to festiwal, bo ludzie go odwiedzający potrafią słuchać, rozmawiać i zadawać pytania. To ważna cegiełka tworząca atmosferę Pol’and’Rock, która również mnie przyciąga.

ATRAKCJE – dzieje się

Dla mnie zawsze numerem jeden były i są koncerty, jednak grafik jest tam tak napięty, że czasami żałuję, że nie mogę się rozdwoić. Cztery sceny i trudne wybory, na który pójść zespół. Do tego cała wioska ASP, czyli od rana cudowne spotkania, mnóstwo warsztatów, gości, projektów, w których można wziąć udział. Plus Wioska Kryszny ze swoją sceną i (mam nadzieję, że nadal) z jedzeniem. Od kilku lat pojawia się także miasteczko Play’a, gdzie nudy również nie ma. Play co roku zaskakuje. Kiedyś były tam baseny, teraz można było pływać w pianie plus zgarnąć tony przydatnych gadżetów. Jest także diabelski młyn, Miasteczko Leszka z własną sceną, powiększona strefa gastro. No i oczywiście, na Woodstocku jest też mnóstwo kadrów fotograficznych, które tylko czekają, by je złapać dobrym aparatem. Co roku łudzę się, że wezmę aparat, by skupić się na dobrych fotach, ale nigdy nie ma na to czasu. Za dużo się dzieje. Nie można się nudzić.

LUDZIE

Na Woodstocku jest też mnóstwo ciekawych i otwartych ludzi, śmieszne obozy czy nawet tron z Gry o tron. Nikt tam nikomu nie wyrzuca, że wygląda tak czy siak. Wszyscy sobie współegzystują, a przy takim tłumie to wyczyn. Niektórzy kąpią się w błocie inni czekają po kilka godzin, by wziąć gorący prysznic. Co, kto lubi. Dostępnych jest wiele opcji. Można żyć w trybie kempingowicza czyścioszka, a można też totalnie o wszystkim zapomnieć, również o prysznicach. Są tacy i tacy, nie ma co ukrywać. To kwestia wyboru, a nie festiwalu. Jest też mnóstwo rodzin, które widać, że przyszły tylko na chwilę. I tak fajnie, że są, spacerują i chodzą na wybrane koncerty. To pokazuje, że festiwal jest bardzo otwarty. Są też tam dzieci. Jednak to jest dla mnie nieco ryzykowne. Nie ze względu na jakieś niebezpieczeństwa, bo serio moim zdaniem jest tam bezpiecznie, ale po prostu ze względu na hałas. Zwłaszcza wieczorami cicho tam nie jest.

CZYSTOŚĆ

Problem, z którym się zgadzam i widzę, to plastik i śmieci na Woodstocku. Jest ich mnóstwo, mam wrażenie, że w ostatnich latach więcej. Może to za sprawą Lidla,  w którym można kupić wszystko i niestety opakowania po tym zostawić. Wiadomo, super, że jest sklep, ale tylko część osób wrzuca śmieci do odpowiednich kontenerów. Znacząca większość niestety jeszcze tego nie robi. Zatem czy jest brudno? Tak, w niektórych miejscach śmieci walają się stosami. Rok temu miałam wrażenie, że była to jakaś kulminacja, że było jeszcze gorzej. Teraz widzę delikatną poprawę, pewnie po licznych apelach i recyklingowych trendach. I dobrze. Powstała akcja „Zaraz będzie czysto”, ale nie będę was oszukiwać, czysto jeszcze nie jest. Mam tylko nadzieję, że z roku na rok będzie tylko lepiej.

WODA

Co roku też denerwował mnie brak pitnej wody dostępnej w wielu punktach. Nie wiem, jak to się dzieje, ale na tym festiwalu każdy dzień, to inna pogoda. Jednego dnia może lać, drugiego spalić trzydziestokilkustopniowy skwar. Zanim jeździłam autem na Woodstock, to targanie zgrzewek wody do obozu były tragedią. Teraz w końcu we wszystkich kranach dostępna jest pitna woda, która można sobie nabrać do baniaczków, wielokrotnego użytku butelek i nie trzeba martwić się o zapasy. To dobre rozwiązanie.

ZA ROK POWTÓRKA?

Czy mimo minusów chce mi się wracać? Dla mnie najważniejszy jest sam klimat, który jest na festiwalach. Pozytywne naładowanie koncertami, muzyką, ludźmi. Rodzaj odpoczynku, który lubię, ale który powoduje, że po kilku dniach jestem fizycznie wykończona. Ilość wrażeń nieco męczy, ale też daje miłe wspomnienia, z których mogę korzystać jeszcze długo po festiwalu. Lubię też rodzaj specyficznej atmosfery podczas koncertów. Często publiczność tworzy grupę, dla której nie jest ważne nic poza sceną, zespołem i tą relacją. Niektórych tłum przeraża, a ja to lubię. Mam wtedy wrażenie, że czuję moc tego ogromu ludzi. Dziwne, bo sama nie lubię przypadkowych zbiegowisk, ale ten tłum festiwalowy jest inny. Może to za sprawą tego, że wszyscy mają jeden cel i każdy włożył jakiś wysiłek, by tam być. Może też za sprawą całej tej organizacji, o której wspominałam. Przestawienia się, które sprawia, że włącza mi się tryb „festiwal” i przez klika dni żyje się inaczej. Minusy takie jak zmęczenie, śmieci i kolejki nie są tak ważne. Przez kilka dni żyje się na trybie chillout. Tego nie da się opisać czy opowiedzieć, ale lubię to, to jest właśnie magia, która przyciąga i sprawia, że chce mi się wracać.

WSPOMINKI – Woodstock na zdjęciach

No dobrze, a teraz obiecany bonus dla wytrwałych. Wspominki ze wszystkich festiwali sprzed lat. Wybaczcie jakość zdjęć, wiem tragiczna, jednak zdjęcia telefonem sprzed 7 lat nie powalają, podobnie aparatem sprzed 12 lat! A pamiątka jest i niemały ubaw również 🙂 Mam nadzieję, że moi współwoodstockowicze z fot się nie obrażą za publikację. No to zaczynamy.

2019
2018

2015
2013
2011
2010

2009
2008

2007

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *