WZGÓRZE DZIKICH KWIATÓW K. Freeman

Szukacie miłej, lekkiej i niezbyt skomplikowanej lektury? Idealnej na długie, zimowe wieczory? Mam dla was propozycję „Wzgórze dzikich kwiatów”, której pewnie nikt publicznie nie poleci (nie oszukujmy się, to trochę babskie romansidło), ale jest w niej wątek, który bardzo lubię w powieściach. A mianowicie dwie przeplatające się historie, które na końcu tworzą całość oraz sielsko-idylliczny klimat. To spowodowało, że pewien styczniowy tydzień, który był dla mnie bardzo słabym tygodniem, stał się nieco bardziej znośny.

Powieść zaczyna się w latach 30-tych XX w. Wtedy też poznajemy młoda bohaterkę, która pracując w lokalnych spelunkach Glasgow zadaje się, mówiąc ładnie, z nieodpowiednim towarzystwem. Wielki Kryzys w Europie, który bardzo mocno przebija z kart powieści, tworzy klimat obskurnych, ciemnych i mokrych dzielnic Szkocji. W tej atmosferze poznajemy bohaterkę, która przemierzając te ulice krąży między jedną a druga pracą, by utrzymać siebie, rodzinę, a także spełnić swoje największe marzenie – zostać projektantką mody. 

W tej części powieści naiwność bohaterki nieco mnie irytuje, jednak biorąc pod uwagę fakt, że miała 18 lat, był to pewnie celowy zabieg autorki. Dlatego też proponuję nie zważać na przedstawiony klimat zawilgoconych, szkockich mieszkań i hulającej w obskurnych knajpach młodzieży i brnąc dalej w lekturę. Wierzcie mi, jeszcze polubicie Beatty, bo o niej mowa.

Drugą postacią, którą poznajemy jest młoda tancerka Emma, która od najmłodszych lat trenowała balet. Mieszkająca w Londynie (w XXI w. – dokładnie w 2009 roku) primabalerina jest nad wyraz ambitna i uparta. Zdobywa wszystkie nagrody i nie boi się iść twardo do celu. Dziewczyna kochająca miejski zgiełk i rywalizację nagle odziedzicza sielską posiadłość w Tasmanii (wyspa na pd.-wsch. od Australii). W dodatku nie jest to zwykła posiadłość, gdyż jest zawalona po brzegi gratami i pudłami z papierami (aż mam ciary jak o tym myślę), które bohaterka niestety musi uporządkować, by móc przygotować dom na sprzedaż. Niestety dla niej, bo dla mnie byłoby to jak los na loterii.

Oczywiście dzięki porządkom Emma poznaje historię i losy wcześniejszych lokatorów, a także małego miasteczka, w którym znajduje się farma. I ta część, przeplatana licznymi retrospekcjami jest według mnie najciekawsza. Jednak nie jestem obiektywna, gdyż kocham stare przedmioty i domy z historią. Uwielbiam dociekać jakie było ich wcześniejsze przeznaczenie, kto ich używał oraz kto zamieszkiwał stare domy. Jak podejrzewacie, tylko początkowo dla bohaterki sprzątanie tej historii było smutnym obowiązkiem. Z czasem pochłonęła ją opowieść płynąca ze stosów kartonów i pism. Nie mogło też zabraknąć wątku miłosnego. Posiadłość nie tylko pozwoliła poznać jej fascynujące losy ludzi sprzed kilku dekad, a także wpłynęła na jej życie osobiste.

Jest to miła lektura, którą można pochłonąć w dwa wolne wieczory. Poza historią rodzinną oraz przeplatającymi się losami niezwiązanych ze sobą bohaterów autorka delikatnie wplata wątki segregacji rasowej, uprzedzeń wobec Aborygenów australijskich, konwenansów lat 30 XX w. i Wielkiego Głodu w Europie. Całość czyta się bardzo szybko i dobrze.

Staram się nie zdradzić zbyt wiele z fabuły, gdyż wątki są dość przewidywalne. Jednak dzięki temu lektura jest bardzo lekka i może być miłym wytchnieniem. W Polsce popularnością nie dorównuje „Sexedpl” czy „Oczami mężczyzny”, ale „Wzgórze dzikich kwiatów” zdobyło międzynarodową popularność i na pewno spodoba się romantycznym fankom Jane Austine czy „Przeminęło z wiatrem”.

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *