„Pokonać mur. Wspomnienia.” Marina Abramović

Marina Abramović

Kiedyś nie rozumiałam sztuki współczesnej i jej bezsens mnie irytował. Wszystko zmieniło się wiele lat temu, gdy koleżanka zajmująca się artystycznymi tematami, powiedziała mi, że sztuki nie należy rozumieć, lecz ma ona wzbudzać emocje. Dało mi do myślenia. Od tamtego momentu wystawy oceniam w kategoriach: podoba mi się, nie podoba, śmieszy, przeraża. I już nigdy nie przejmowałam się tym, czy rozumiem sens danego działa. Dlaczego o tym wspominam? Bo mimo iż Marina Abramović zajmuje się tematem, którego totalnie nie jestem w stanie zrozumieć, to jej biografia „Pokonać mur. Wspomnienia” wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, że jeszcze przez kilka kolejnych dni nie mogłam przestać o niej myśleć.

Marina Abramović biografia

Wydawałoby się, że jest to klasyczna biografia, bo artystka opowiada o swoim życiu rodzinnym i zawodowym. Urodziła się na Bałkanach jako córka partyzantów (wysoko postawionych i dobrze sytuowanych). Studiowała na ASP w Belgradzie który był jej rodzinnym miastem. Wybrała malarstwo, jednak szybko zwróciła się ku sztukom wizualnym i instalacjom. Brzmi jak dość nieciekawa, standardowa biografia, prawda? Jednak szybko okazuje się, że doświadczenia i przeżyte historie są tak szokujące, że to one same budują napięcie. Nie potrzeba do tego wyrafinowanej formy, a właśnie prostota jest najlepsza. Dodatkowo taki styl uwypukla dramatyzm, tragizm, a niekiedy smutek bijący z książki. Kim zatem jest Marina Abramović? To artystka, która od ponad 40 lat wykonuje sztukę performancu.

Performance co to jest?

Spektakle, które przedstawia Marina nawiązują do historii współczesnej, bałkańskich doświadczeń i wydarzeń XX wieku. Często skupiają się na ciele. Zdarza się, że jej instalacje angażują widownię, wymagając podjęcia jakieś aktywności ze strony widzów. Odbiorca nie jest bierny. Artystka zaprasza go do współtworzenia działa ulotnego i niepowtarzalnego. Niedającego się odtworzyć (na żywo) w tej samej formie już nigdy. Są też występy w zupełnie innej formie, mające charakter osobisty. W ich trakcie Marina nie angażuje widzów, a sama staje się obiektem sztuki. W biografii opisywane są obie wersje performance’u i obie te formy są dla mnie szokujące.

Sztuka Performance’u

Rzadko zdarza mi się, że z przeczytanej książki tak dobrze pamiętam niemalże cytaty i sceny. Biografia Mariny Abramović wtłoczyła mi do głowy kilka performance’ów, które nadal widzę. Rhythm 0,  gdzie ciało artystki stało się narzędziem sztuki. Publiczność mogła z nią robić, co chciała. Wykorzystując do tego przygotowane narzędzia i wyzwalając tym samym swoje najgorsze lub najlepsze strony. To także między innymi  Cleaning the House, gdzie artystka stręcząc pośrodku hałdy gnijących, zwierzęcych kości starała się je czyścić, nawiązując do sytuacji w Serbii i na Bałkanach (pochodzi z Serbii). Ja jestem wrażliwa na zapachy i tak mnie poruszył opisywany smród, że jak o tym pomyślę, do teraz prawie go czuję. Pamiętam także The House with the Ocean View, który przedstawiano w Seksie w Wielkim Mieście (Uważała, że błędem była zgoda na wykorzystanie jej performancu w serialu, twierdziła, że ją tam ośmieszono). Marina żyła zamknięta w improwizowanym domu na piętrze, do którego prowadziła drabina zbudowana z ostrzy noży. Spała, siedziała, piła (nie mogła jeść), korzystała z toalety utrzymując kontakt wzrokowy z publicznością. No i chyba najgłośniejszy i jeden z najnowszych: Artystka Obecna z 2010 roku.

Artystka obecna

To performance, do którego artystka przygotowywała się niczym żandarm. Z nadludzką siłą trenowała swoje ciało do tego, by moc codziennie przez 8 godzin siedzieć i wpatrywać się w osoby siadające naprzeciwko niej. Niektórym może się to wydawać banalne, co jest trudnego w siedzeniu przez kilka godzin? Niby nic, ale gdy okazuje się, że jest to siedzenie bez ruchu, bez przerw, jedzenia czy chociażby wychodzenia do toalety. Robi się mniej wesoło. Niesamowicie interesujący był dla mnie zarówno opis przygotowań, jak i samego zdarzenia. Dziwny, wciągający, szokujący, pełen pasji i refleksji. Gdy o tym myślę tak po prostu, w oderwaniu od Mariny i jej biografii, wydaje mi się to bezcelowe, gdy o tym czytałam, wydawało mi się to całkowicie zrozumiałe i piękne.

Granice performance’u

Wydaje mi się, że cała biografia i działalność Mariny jest właśnie taka. Niezrozumiała, gdy się o niej mówi, ale piękna i często wzruszająca, gdy tłumaczy i opisuje ją artystka. Myślę, że dlatego wywarła ona na mnie tak duże wrażenie. Widzi sens w tym co robi i mimo braku zrozumienia, działa. Ja widzę w niej ogromną pasję i energię, która udzieliła mi się po przeczytaniu tej lektury. Jest to osoba niezwykle inspirująca. Całe życie poświęciła performance’owi. Budzi to mój szacunek. Artystka nawet swoje rozstanie z niemieckim artystą Ulayem, z którym występowała i dzieliła życie przez 12 lat, przeżyła jako performance, który wspólnie wystawili jako ostatni. Rozstała się z nim przechodząc Wielki Mur Chiński. Każde zaczynało z innej strony, kończyli spotkaniem, które było symbolicznym zakończeniem ich związku. Dla mnie przepiękna jest też scena ich spotkania podczas performance’u Artystka Obecna. Prawdziwa i niewyreżyserowana. Pokazuje, ile kryje się emocji w niby banalnym patrzeniu na siebie. Mnie to wzruszyło.

Kobieta z żelaza i tytan pracy

Widzę w Marinie też duszę podróżniczki. Latami mieszkała z Ulajem w busie, bo nie miała nic. Prowadziła koczowniczy tryb życia, mieszkała w wielu krajach i miastach, wszystko dla sztuki. Spotykała niezwykłych ludzi, przeżyła także pobyt u Beduinów na pustyni. Rodzinną Serbię (Belgrad) opuściła szybko. Nic nie przyszło jej łatwo, nic nie przyszło jej samo. Jako jedyna odwiedzała schorowaną matkę, mimo że ta była dla niej okropna. Niezwykle ciekawy i straszny jest opis jej relacji rodzinnych. Niczego jej w domu nie brakowała, jednak matka była niczym wojskowy. Surowa i bezduszna. Marina sama nie założyła rodziny, uważała, że nie da się tego pogodzić. Jeśli mylnie odczytaliście mój zachwyt nad jej biografią i odbieracie ją jako szaloną artystkę, która z niczego robi sztukę, to tak nie jest. To osoba mająca głowę na karku. Także do interesów.

Marina Abramović kobieta sukcesu

Marina miała plany, które realizowała, nigdy nie poświeciła sztuki na rzecz zajęcia, które nie było związane z tym, co chciała robić. Nie uznawała kompromisów. Jeśli zajęcie nie przynosiło jej dochodów, żyła skromnie.  Bywało, że pracowała za darmo, jednak w ciągu jej życia, kilka razy uśmiechnął się do niej los (ten finansowy). Bardzo podobała mi się historia kupna kamienicy w Amsterdamie (Binnenkant 21) i sukcesu związanego z tą inwestycją. Jak sama o sobie mówi, miała nosa do nieruchomości. To one i rosnąca popularność pozwoliły jej na dostatnie życie. Założyła uniwersytet artystyczny, prowadzi warsztaty, wykłada, szkoli i przede wszystkim cały czas występuje. Czytałam, że podobno kalendarz ma zaplanowany aż do 2024 roku. Dla mnie to kobieta od której bije pasja i energia.

Marina Abramović kobieta ikona

Dla mnie to postać – ikona. Kobieta tytan pracy, kobieta sukcesu, chodząca i szokująca inspiracja. Nie mogę uwierzyć, że artystka ma aktualnie 72 lata. Dla mnie wygląda na 20-30 mniej. Gdy pomyślę o tym, ile ma lat i w jaki jest formie, jestem zazdrosna i jeszcze bardziej nią zachwycona. Jej biografia nie jest łatwą i przyjemną lekturą, bo też takie nie jest jej życie. Mam wrażenie, że artystką kieruje ogromna pasja. Jednak nie taka, która sprawia, że robisz coś dla przyjemności, ale taka, która zmusza Cię do robienia wielu rzeczy, wbrew cierpieniu i trudnościom. Chwilami miałam wrażenie, że to u niej rodzaj misji, mimo ze nigdy jej praca nie została w ten sposób określona. Nie gwarantuję, że lektura spodoba się wszystkim. Ba, jestem pewna, że jest szerokie grono krytyków i hejterów tej postaci. Biografię jednak polecam bardzo. Otwiera mózg. Inaczej tego nie potrafię nazwać.

Inne polecane przeze mnie książki znajdziecie w zakładce na głównej stronie.

Może też ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *